Kiedy wesołość uśmiecha się z nieba,
pieni się w czarach, ożywia biesiady,
pląsy ucieszne zwodzić, bracia, trzeba,
pląsom nadobne dziewoje są rady.
Letkimi czynią złotopłynne soki!
Dalej! Wywodźcie rumiane dziewczęta!
W niebo niechaj się drobniuchne nożęta
wznoszą, pustymi wyrzucane skoki!
Spośród świeżego wonnych nizin cienia
podnosi słońcu głowę Erdobenia.
Drużyna w słodkiej pracy upojona,
wielbiąc szczodrotę złotawej jesieni,
zrywa tłustymi soki wzdęte grona.
Miłość się w chłodnej utaiła cieni;
rumiane pary, dobranej urody,
niosąc gronami kosze wypełnione,
w pląsach mijają pagórki zielone;
potem pieszczone od słońca jagody
wsypują w kadzie, zwodząc śmiechy puste,
czerstwi winiarze i winiarki tłuste.
W wodach czystego chłopacy strumienia,
z którym się pieści okolna dolina,
dorodni, jędrne skąpali golenia,
boska się praca tłoczenia zaczyna:
wygrywa skocznie na drąbli czworaki,
w śliwowym cieniu kiedy się układzie,
strażnik winnicy; a w obszerne kadzie,
gdy wejdą bose po gronach chłopaki,
jeden za drugim rześki taniec zwodzi,
w tańcu się napój wesołości rodzi.
Hola! Twarz pała, zawrót czuję w głowie,
tutaj niech będzie Bachowi granica.
Nie piję więcej! Świadkiem mi bogowie.
Mnie także Wanda i granie zachwyca.
Za mną! Co czynię, niech każdy wykona:
loo pląsajmy, każdy ku swojej dziew czynie,
nie splataj włosu, z którego woń płynie.
Zarzuć dłoń, Wando, na moje ramiona!
Ciskaj się w górę pląsy lekuchnemi,
dłonie cię moje nie dopuszczą ziemi [1]
W mojej pracy podejmę się próby analizy i interpretacji wiersza Zachęcenie do tańca Wincentego Reklewskiego.