Uwaga !

Wszystkie wypracowania umieszczone na tej stronie są własnością właściciela Bloga i zabrania się kopiowania ich (bez odnośnika do tego bloga) za wyjątkiem zeszytów przedmiotowych.

poniedziałek, 3 lutego 2025

Analiza i interpretacja: Wincenty Reklewski - Zachęcenie do tańca (fragment)

 



Kiedy wesołość uśmiecha się z nieba,
pieni się w czarach, ożywia biesiady,
pląsy ucieszne zwodzić, bracia, trzeba,
pląsom nadobne dziewoje są rady.
Letkimi czynią złotopłynne soki!
Dalej! Wywodźcie rumiane dziewczęta!
W niebo niechaj się drobniuchne nożęta
wznoszą, pustymi wyrzucane skoki!
Spośród świeżego wonnych nizin cienia
podnosi słońcu głowę Erdobenia.

Drużyna w słodkiej pracy upojona,
wielbiąc szczodrotę złotawej jesieni,
zrywa tłustymi soki wzdęte grona.
Miłość się w chłodnej utaiła cieni;
rumiane pary, dobranej urody,
niosąc gronami kosze wypełnione,
w pląsach mijają pagórki zielone;
potem pieszczone od słońca jagody
wsypują w kadzie, zwodząc śmiechy puste,
czerstwi winiarze i winiarki tłuste.

W wodach czystego chłopacy strumienia,
z którym się pieści okolna dolina,
dorodni, jędrne skąpali golenia,
boska się praca tłoczenia zaczyna:
wygrywa skocznie na drąbli czworaki,
w śliwowym cieniu kiedy się układzie,
strażnik winnicy; a w obszerne kadzie,
gdy wejdą bose po gronach chłopaki,
jeden za drugim rześki taniec zwodzi,
w tańcu się napój wesołości rodzi.
Hola! Twarz pała, zawrót czuję w głowie,
tutaj niech będzie Bachowi granica.
Nie piję więcej! Świadkiem mi bogowie.
Mnie także Wanda i granie zachwyca.

Za mną! Co czynię, niech każdy wykona:
loo pląsajmy, każdy ku swojej dziew czynie,
nie splataj włosu, z którego woń płynie.
Zarzuć dłoń, Wando, na moje ramiona!
Ciskaj się w górę pląsy lekuchnemi,
dłonie cię moje nie dopuszczą ziemi [1]


W mojej pracy podejmę się próby analizy i interpretacji wiersza Zachęcenie do tańca Wincentego Reklewskiego. 

 

środa, 31 sierpnia 2016

Analiza i interpretacja utworu "Na cześć księdza Baki" Czesława Miłosza

Przedstawiona interpretacja jest fragmentem pracy dyplomowej, której całość spoczywa w Archiwum Prac Dyplomowych (APD), dlatego uprasza się o rozsądne korzystanie.



CzesławaMiłosz

Na cześć księdza Baki[1]

Ach te muchi,
Ach te muchi,
Wykonują dziwne ruchi,
Tańczą razem z nami,
Tak jak pan i pani
Na brzegu otchłani.

Otchłań nie ma nogi,
Nie ma też ogona,
Leży obok drogi
Na wznak odwrócona.

Ej muszki panie,
Muszki panowie
Nikt się już o was
Nigdy nie dowie,
Użyjcie sobie.

Na krowim łajnie
Albo na powidle
Odprawcie swoje figle,
Odprawcie figle.

Otchłań nie je, nie pije
I nie daje mleka.
Co robi?    Czeka.

wtorek, 1 września 2015

Hipertekst, a co to? I dlaczego książka nim nie jest



Czy hipertekst jest tekstem? Jako takim jest. A przynajmniej bywa, bowiem o jego treści nie muszą stanowić same słowa, to także elementy graficzne i dźwiękowe, które możemy rozumieć szerzej jako teksty kultury. W najprostszej definicji:

Hipertekst to nielinearna i niesekwencyjna organizacja danych - tekst rozbity na fragmenty, które na wiele sposobów połączone są ze sobą odsyłaczami. To tekst, który rozgałęzia się lub działa na żądanie czytelnika. Termin ten stworzony został w 1965 roku przez Teda Nelsona na oznaczenie rodzaju hipermediów o charakterze tekstowym. Przykłady hipertekstu obejmują oparty na hiperłączach hipertekst cząstkowy typu węzeł-link ("discrete hypertext") i oparty na poziomach szczegółowości tekst rozciągły ("stretchtext"). Hipertekst - w szerszej perspektywie - to "ustrukturyzowana praca wiedzy"[1].

Ślōnskŏ gŏdka, co z nią?



Pisza w dziwacznym jynzyku, kerego som niy znom i kery ni mo żodnych reguł[1] tymi słowami Zbigniew Kadłubek rozpoczyna swoją rzymską wędrówkę w poszukiwaniu „tego landu niywinnego abo chociaż przilondka[2], który jest niczym innym jak Śląsk. Czyni to w języku, którego formalnie nie ma, na kilka lat przed wypracowaniem standardów zapisu mowy śląskiej przez komisję kodyfikującą. Inny śląski autor napisze: „językiem zdobywałem dla siebie świat[3]. Język ślązaków, do którego wciąż odbiera im się prawo (niedawne odrzucenie projektu ustawy obywatelskiej jest jednym z wielu przykładów takiego zachowania) paradoksalnie coraz mocniej wchodzi w sferę publiczną[4], ślōnskŏ gŏdka staje się wszechobecna oraz modna, jej status ciągle wzrasta, a problematyczność jej ujęcia nie znika.

 Klasyfikacja śląskiej mowy nie jest łatwa. Już dawniej ta budziła skrajne emocje. Śledząc zapisy w literaturze, a tym samym oddając głos przybyszowi, widzimy, że:

Językiem tych ludzi niepewnych pod względem narodowym, bo nie w pełni świadomych swojej nacji, była mowa śląska, pogardliwie nazywana przez władze niemieckiego wodnopolską […]. Już w drugiej połowie XIII wieku niemieccy osadnicy przybywający na Śląsk nazywali rdzenną słowiańską ludność tych terenów „Wasserpolen”, a w późniejszych wiekach utworzono od tego nazwę na mowę mieszkańców tych ziem „Wasserpolnisch Mischsprache” (wodnopolski język mieszany)[5].

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Animagia, czyli między zwierzęciem, a człowiekiem o magicznych umiejętnościach.


Spośród wielu magicznych umiejętności o jakich słyszało się w legendach, przemiana w zwierzę była jedną z najbardziej pożądanych. Wpływ na to z pewnością miało to, że ludzie w dawnych czasach naprawdę je szanowali i podziwiali niezależnie od kultury[1]. Stąd też pragnęli zobaczyć świat ich oczami. Możliwość posiadania skrzydeł, niesamowitego wzroku czy zwinności była przecież niezwykle kusząca. Już w starożytności ludzie czcili zwierzęta[2], uważając je za godne naśladowania, niekiedy nawet oddawali im hołd. Pragnienie, by móc przybrać ich postać również sięga daleko wstecz i trudno określić kiedy dokładnie się narodziło. Można jednak uznać, że miało to miejsce już w starożytności, co potwierdzają różne mity i podania.